null

82. rocznica tragicznej śmierci Janusza Kusocińskiego

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Delegacja samorządowców stoi przy tablicy z wieńcem poświęconej pamięci Janusza Kusocińskiego

Przedstawiciele Samorządu Mokotowskiego złożyli wiązankę kwiatów przy kamieniu poświęconym pamięci Janusza Kusocińskiego przy ul. Powsińskiej 13.

21 czerwca przypada 82. rocznica tragicznej śmierci Janusza Kusocińskiego – wybitnego lekkoatlety, mistrza olimpijskiego z Los Angeles w 1932 roku. Podczas II wojny światowej uczestniczył w walkach na Mokotowie, działał w konspiracji niepodległościowej. Został rozstrzelany pod Palmirami w 1940 roku.

Przedstawiciele Samorządu Mokotowskiego w składzie: Burmistrz Dzielnicy Rafał Miastowski, Zastępczyni Burmistrza Anna Lasocka, Radne Dzielnicy Mokotów Joanna Dembowska oraz Monika Czerniewska złożyli wiązankę kwiatów przy kamieniu poświęconym pamięci Janusza Kusocińskiego przy ul. Powsińskiej 13.


Janusz Kusociński – jeden z obrońców Mokotowa

Narodowe Archiwum Cyfrowe. Zdjęcie portretowe Janusza Kusocińskiego w koszulce gimnastycznej z godłem Polski.

W powszechnej świadomości Janusz Kusociński to lekkoatleta i złoty medalista olimpijski z Los Angeles, ale niewielu wie, że to także... żołnierz, ochotnik uczestniczący w obronie Warszawy we wrześniu 1939 roku na terenie Mokotowa, a także działacz konspiracyjny podczas niemieckiej okupacji.

Urodził się 15 stycznia 1907 w Warszawie. Jego ojciec Klemens pracował wtedy na kolei). Matka Zofia Śmiechowska zajmowała się domem. Niebawem rodzina przeniosła się do Ołtarzewa koło Ożarowa, gdzie osiadła w małym gospodarstwie ogrodniczym. To przesądziło o wyborze przyszłości naszego medalisty. Rodzice widzieli w nim... przyszłego ogrodnika. Najpierw jednak Janusz Kusociński ukończył prywatną szkołę powszechną Nawrockiego, mieszczącą się przy ul. Marszałkowskiej nieopodal ogrodu Saskiego. Jak sam chętnie przyznawał, przysparzał dorosłym mnóstwo kłopotów. Przede wszystkim zamiast uczyć się, wolał grać w palanta lub kopać piłkę. Po ukończeniu szkoły powszechnej, jak wówczas mówiło się o szkole podstawowej, rozpoczął naukę „Pomologu”, jak nazywano Państwową Średnią Szkołę Ogrodniczą, która mieściła się przy ulicy Wspólnej.
W szkole został zapamiętany jako ambitny, twardy, ale też zadziorny. Jego wychowawca, profesor chemii Józef Pomianowski, wspominał po latach, jak wybronił Kusocińskiego od usunięcia ze szkoły za podpowiadanie kolegom. Skończyło się awanturą i zwiększonymi wymaganiami przy egzaminach. Kusociński „Pomologa” ukończył w 1928 roku. Szkoła nie dawała jednak matury, uniemożliwiała więc dostanie się na studia. Ale to, co wtedy najbardziej interesowało przyszłego medalistę, to palant i piłka nożna.
Już w latach szkolnych Kusociński grywał, choć oficjalnie było to zabronione, jako zawodnik w drugorzędnych klubach „Ożarowianka” oraz „Józefowianka”. W pewnym momencie trafił do Robotniczego Klubu Sportowego „Ruch”, a potem kolejnego, mieszczącego się na Woli Robotniczego Klubu Sportowego „Sarmata”. I właśnie tam rozpoczęła się jego przygoda z lekkoatletyką. Jak zwykle o wszystkim zadecydował przypadek. Pewnego dnia, podczas meczu lekkoatletycznego, na którym Kusociński kibicował klubowym kolegom, zabrakło zawodnika. „Sarmacie” groziła utrata cennych punktów. Któryś z kierowników klubu zobaczył na widowni młodego piłkarza i namówił go, by pobiegł w zastępstwie na 800 metrów. Kusociński był zaskoczony propozycją. Ale ponieważ należał do osób ambitnych, więc – choć nieprzygotowany – stanął do walki i ku zdumieniu wszystkich, także swoim, wygrał, bijąc na głowę zawodników konkurencyjnego klubu „Skra”. Tego samego dnia wystartował jeszcze raz w sztafecie 5 x 1000 metrów i... znów wygrał.

Narodowe Archiwum Cyfrowe. Janusz Kusociński na zawodach lekkoatletycznych, podczas biegu, przekraczający linię mety.

W 1925 roku dał się namówić na udział w zawodach lekkoatletycznych. Akurat Związek Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych organizował w Rembertowie bieg o mistrzostwo w biegach przełajowych. Dystans wynosił 3500 metrów i Kusociński, bez żadnego przygotowania, zdobył tytuł mistrza. Wprawdzie potem, jak sam wspominał, przez dwa tygodnie bolały go łydki, a on nie zorientował się, że gdyby następnego dnia potrenował, ból by minął, bo przecież w lekkoatletyce był przecież kompletnym samoukiem. Jednak właśnie to wydarzenie okazało się przełomowym. Lekkoatletyce podporządkował wszystko. Był uparty i ambitny, a przy tym trenował wytrwale. W 1927 roku podczas Spartakiady Robotniczej w Czechach zajął trzecie miejsce w biegu na 800 metrów, a drugie w biegu na 1500 metrów. Potem obwiniał się o to, że przed startem wypił piwo, twierdząc, że gdyby nie ten jeden kufel uzyskałby o wiele lepszy wynik. To wtedy po raz pierwszy reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej, choć w konkursie, w którym nie brały udziału reprezentacje państw, a jedynie robotniczych klubów. Sukcesy i sława przyszły dopiero wtedy, gdy w 1928 r. Janusz Kusociński przeszedł do klubu „Warszawianka”. Wówczas to, wraz ze swoim pierwszym i jedynym trenerem – pochodzącym z Estonii Aleksandrem Klumbergiem, wypracował system treningowy, który szybko przyniósł efekty.

Narodowe Archiwum Cyfrowe. Janusz Kusociński wraz ze swoim trenerem, Estończykiem - Aleksandrem Klumbergiem siedzą na trybunach, na stadionie.

Kusociński odbywał dwa treningi dziennie. Biegał po prostu rano i wieczorem. Trening poranny to był bieg na przełaj na dystansie od 4 do 10 kilometrów. Trening popołudniowy polegał na wyrabianiu szybkości. Dlatego Kusociński wielokrotnie bił rekordy Polski na różnych dystansach. Po raz pierwszy dokonał tego w 1928 roku na stadionie Agrykoli w biegu na 5000 metrów, uzyskując liczący się również na arenie międzynarodowej wynik: 15:41,0. Jego trener nie był jednak zadowolony. Twardo oświadczył, że podopieczny biega brzydko, niepotrzebnie macha rękami, co sprawia nieprzyjemne wrażenie i przyczynia się do zwiększenia zmęczenia, a ponadto powinien popracować nad zwiększeniem długości kroku.

Pierwszy występ w barwach narodowych – jako reprezentanta Polski – miał miejsce w Pradze 16 i 17 września 1928 roku. Był to mecz o Puchar Ministra Spraw Zagranicznych Aleksandra Zaleskiego. Wtedy Kusociński znów pobił rekord Polski, a kilka dni później w Wilnie ustanowił nowy rekord.
Pod koniec roku biegacz został powołany do wojska. Wcielono go do 36 Pułku Piechoty na Pradze, gdzie odbywał służbę w baonie administracyjnym 3. Kompanii, a na koniec – w Ośrodku Wychowania Fizycznego w Warszawie (1928-1929). Oczywiście podczas służby nie mógł trenować tak jak dotąd. Brał jednak udział w zawodach, choć nie odnosił sukcesów. W biegu Wilanów-Warszawa był trzeci, a na domiar złego do mety przybiegł, kulejąc. Lekarz pułkowy zabronił mu nie tylko udziału w zawodach, ale i dalszych treningów. Kusociński był jednak uparty, co skończyło się dramatycznie. Wziął udział w biegu przełajowym na 3000 metrów mimo nadwerężonego ścięgna w kolanie. A ponieważ kolano owinął zwykłym bandażem zamiast elastycznym, więc doszło do zaognienia kontuzji. Na dodatek przy braniu przeszkody skręcił nogę i musiał iść do szpitala. W ten sposób zaczęły się jego kłopoty z urazami. Na razie jednak biegacz był w wojsku, gdzie po ukończeniu kursu rekruckiego został skierowany do szkoły podoficerskiej. Ukończył ją w marcu 1929 roku z piątą lokatą. Po wyjściu z wojska, jako kapral rezerwy, podjął sezonową prace jako ogrodnik w Łazienkach. Dzięki temu miał ułatwione treningi. Biegał po prostu po zboczach łazienkowskich, a jego trener Aleksander Klumberg udzielał mu cennych wskazówek. Dało to efekt. Już wiosną 1930 roku Kusociński wygrał bieg przełajowy na 5000 metrów organizowany przez Związek Lekkiej Atletyki.

Kusociński nigdy nie rozstawał się ze stoperem. Biegał w czasie treningów, dzierżąc ten przedmiot w lewej dłoni i próbując cały czas poprawić swoje wyniki oraz biegać „ładniej”, gdyż ciągle wypominano mu, że biega brzydko, nieefektownie, jest naprężony i wygląda to, jakby biegał „na siłę”. Mimo tego rok 1931 przyniósł mu sukcesy i był pod względem liczby startów (43) oraz zwycięstw (w kraju i za granicą) rekordowy. Dalszą konsekwencją gigantycznej pracy treningowej „Kusego” były uzyskane w 1932 roku dwa rekordy świata (3000 m i 4 mile) przybliżające zmierzch hegemonii Finów uchodzących wtedy za mistrzów w lekkiej atletyce (Finowie byli niepokonani od 1912 roku). I tak w 1932 roku biegacze z północy przegrali z Polakiem, którego sukces (pierwszy złoty medal olimpijski w konkurencji mężczyzn) miał wielkie znaczenie sportowe, propagandowe, moralne i patriotyczne w dalszych dziejach polskiego sportu.

Narodowe Archiwum Cyfrowe. Zdjęcie Janusza Kusocińskiego z Finem, z którym konkurował na olimpiadzie w Los Angeles. Zdjęcie zrobione w Warszawie, gdy wraz z tymże Finem Volmari Iso-Hollo biorą udział w biegu na dystansie dwóch mil angielskich w ramach zawodów lekkoatletycznych zorganizowanych przez klub sportowy Warszawianka na stadionie Legii.

Do USA na zwycięską Olimpiadę Kusociński popłynął francuskim transatlantykiem Mauretania, na którym miał możliwość lepszego trenowania niż na Pułaskim, którym płynęła reszta polskiej drużyny. Natychmiast po wylądowaniu w Nowym Jorku pobiegł na boisko, gdzie przebiegł 2 kilometry, uzyskując dobry czas. To podniosło go na duchu, więc w dobrym humorze wsiadł w pociąg do Chicago, a stamtąd na południe. Podczas trwającej trzy dni podróży budził niezwykłe zainteresowanie wszystkich pasażerów. W Los Angeles zamieszkał w niewielkim domku i trenował na boisku uniwersyteckim. Przydzielono mu masażystę, a jeden z amerykańskich Polaków pożyczył mu Chryslera. Kusociński biegał więc i trenował, a także jeździł na wycieczki, odwiedzając przedstawicieli tamtejszej Polonii. 31 lipca miał miejsce jego wielki bieg, w którym zwyciężył, ustanawiając nowy rekord na dystansie 10000 – 30.11.4. Stojąc na najwyższym podium i słuchając Mazurka Dąbrowskiego, miał łzy w oczach. Łzy i szczęścia, i bólu, gdyż już od polowy biegu zaczęła dokuczać mu i stopa, i kostka. Po biegu lekarz polskiej kadry oznajmił mu, że o dalszych startach nie może być mowy.
Przyjazd polskiej ekipy do kraju był wielkim świętem. Na dworcu Morskim czekały na sportowców tysiące ludzi. Witający skandowali: „Kusy! Kusy!”. Przez Polskę jechali pociągiem przybranym zielenią i chorągiewkami w barwach narodowych. Gdy przejeżdżali przez Ołtarzew, mistrz olimpijski wyrzucił na peron jedną z nich z pozdrowieniami dla rodziców. Powitanie w Warszawie o mało nie zakończyło się skandalem. Chętnych do uściskania Kusocińskiego było tylu, że musiała interweniować policji.
Niestety dalsza część kariery sportowej (1933-1937) nie była dla mistrza olimpijskiego pomyślna. Wprawdzie jeszcze startował, a nawet w 1934 roku zdobył tytuł wicemistrza Europy na 5000 metrów, ale ciągle odnawiająca się bolesna kontuzja kolana musiała zakończyć się zabiegiem operacyjnym, który ostatecznie został przeprowadzony w 1936 roku, kiedy usunięto mu zwyrodniałą łękotkę, czego dokonał wspaniały chirurg, przyjaciel sportowców – dr Henryk Levittoux (więzień Starobielska, zginął w Charkowie).
W czasie diagnozowania i leczenia kontuzji, a potem pooperacyjnej rekonwalescencji „Kusy” zajął się uzupełnianiem wykształcenia. Najpierw zdał maturę, potem sfinalizował studia w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego, aż ukończył kursy trenerskie i został kierownikiem sekcji lekkoatletycznej kobiet swego klubu. Równolegle pisał specjalistyczne artykuły do prasy, a nawet redagował „Kurier Sportowy”, pełniąc w nim funkcję redaktora naczelnego. Powrócił na bieżnię w roku 1937. Rok później startował już w mistrzostwach Polski i w sezonie 1939, ku zaskoczeniu wszystkich, powrócił triumfalnie do grona krajowych mistrzów i rekordzistów.

Narodowe Archiwum Cyfrowe. Zdjęcie przedstawia finiszującego Janusza Kusocińskiego podczas biegu przełajowego na zawodach odbywających się torze wyścigów konnych na Polu Mokotowskim w 1939 r.

Niestety, wojna i okupacja przerwały wszystkie sportowe i życiowe plany mistrza – członka kadry olimpijskiej przygotowującej się do IO 1940, mających się odbyć w Helsinkach.
We wrześniu 1939 roku Janusz Kusociński walczył w obronie Warszawy. Najpierw na Okęciu, a potem na Sadybie. 20 września był na terenie Fortu Czerniakowskiego i obsługiwał karabin maszynowy. „Każdą odpowiedź zaczynał od „melduję, panie poruczniku” – wspominał po latach porucznik Lechosław Karczewski, opowiadając dalej, że mitygował go, iż to dobre w koszarach, ale nie tutaj. „Mamy pilniejsze sprawy od dyscypliny formalnej. Trzeba jak najskuteczniej powiązać ogień karabinu maszynowego z ogniem erkaemów mego plutonu. Wykryć martwe pole” – tłumaczył Januszowi Kusocińskiemu, który – jak twierdził Karczewski – wykazywał dużo inwencji i spostrzegawczości. „Umiał doskonale wykorzystać wszelkie informacje otrzymane od wracających patroli” – opowiadał po latach Karczewski, wspominając, jak 22 września podczas niemieckiego ataku nieustannie „karabin maszynowy Kusocińskiego walił długimi seriami”. 24 września Kusociński został dowódcą plutonu cekaemu po śmierci porucznika Rostropowicza. Towarzysze broni zapamiętali go, jak „dwoił się przy nim i troił, z zakasanymi rękawami bluzy, ze zwisającym się z szyi skórzanym, plecionym rzemieniem od visa, umazany smarem, czarny od prochu, zmieniał tylko taśmy od kaemu wołając: Amunicji! Amunicji! Amunicji!”.
Napór Niemców od strony Wilanowa był jednak coraz większy. 25 września rozpoczął się kolejny szturm. Padły placówki na przedpolach. Sylwetki żołnierzy niemieckich widoczne były już w odległości 30-40 metrów. Broniące tego odcinka dwa cekaemy grały bez przerwy, a ich obsługi błyskawicznie zmieniały przegrzane lufy. W pewnym momencie cekaem Kusocińskiego zaciął się. Gdy obsługa mocowała się nim, rozbierała i czyściła z piasku zatarte części, sam Kusociński na wpół wychylony ze stanowiska strzelał ze swego Visa w kierunku czołgających się Niemców. W chwilę potem cekaem był już uruchomiony, ale niemal jednocześnie „Kusy” został ranny. Było to już drugie ranienie, jednak on za żadną cenę nie chciał opuścić stanowiska, choć miał przestrzelone oba uda.
Po latach wspominał jeden ze świadków, Edward Fitas, który znajdował się w garażu przy ulicy Morszyńskiej 37, że nagle nadbiegł jakiś żołnierz z prośbą, by pomóc mu przenieść rannego Kusocińskiego. Poszli. Ułożyli rannego na kocu i zanieśli do garażu. Szpital polowy znajdował się wówczas w bloku Sadyby Oficerskiej. Tam Kusocińskiego opatrywała Zofia Biernacka, która po latach wspominała swój szpitalny obchód: „Poczułam, że ktoś mnie chwycił za fartuch i usłyszałam głos: „Proszę mnie ratować. Ja jestem Janusz Kusociński. Boję się, że Niemcy mogą mnie zabrać do Niemiec”. Pamiętam, że w czasie zmian opatrunku, patrząc na te jego małe i szczupłe nogi zastanawiałam się, jak mógł on zdobyć takie światowej miary sukcesy. Nawet zrobiłam na ten temat uwagę w czasie opatrunku. Usłyszałam wtedy odpowiedź: „na stadionie kierowała mną ambicja i miłość do ojczyzny. Wolałbym paść, byle tylko zwyciężyć”.
Po kapitulacji Kusociński leczony był w szpitalu na Woli. A od 23 listopada pracował jako kelner w gospodzie sportowej „Karczma pod kogutem”. Wraz z nimi pracowali tam także inni polscy sportowcy, między innymi tenisistka Jadwiga Jędrzejowska, lekkoatletka Maria Kwaśniewska i tenisista Ignacy Tłoczyński. Kusociński szybko zaczął działać w konspiracji. Ok. 25 grudnia został zaprzysiężony jako członek konspiracyjnej Organizacji Wojskowej „Wilki”. Przyjął wtedy pseudonim „Prawdzic” i objął komórkę wywiadu przy Komendzie Okręgu OWW w Warszawie. Niestety w wyniku szerszej i zorganizowanej akcji gestapo przeciw tej organizacji „Kusy” został aresztowany 28 marca 1940 roku. Zdrajcą okazał się działający w szeregach „Wilków” niemiecki agent Szymon Wiktorowicz. Mimo prawie trzymiesięcznego śledztwa, które najpierw prowadzono na Szucha, a następnie na Pawiaku, Kusociński nie wydał nikogo ze swoich towarzyszy. Zapewne nie bez znaczenia był fakt, że „Kusy” jako sportowiec często zmagał się z bólem, więc tortury stosowane przez gestapo były dla niego do wytrzymania. Kusociński zachował wysoce moralną i patriotyczną postawę.
21 czerwca 1940 roku o świcie strażnicy wyprowadzili z cel Pawiaka wielu więźniów. Kiedy wszyscy znaleźli się już na dziedzińcu, wjechał na jego teren samochód osobowy, z którego wyprowadzono skutego kajdankami Janusza Kusocińskiego. Według relacji świadków ledwie trzymał się na nogach. Był wycieńczony, siwy, gdyż przez długie dni morzony był głodem i traktowany nieludzko. Rozstrzelany został tego samego dnia w Palmirach, podczas masowej egzekucji przeprowadzonej w ramach Akcji AB, mającej na celu eksterminację polskiej inteligencji. Wraz z nim zginęli dwaj inni olimpijczycy: lekkoatleta Feliks Żuber oraz kolarz Tomasz Stankiewicz, i kilku innych towarzyszy walki z OWW „Wilki”.
Dla uczczenia pamięci pierwszego polskiego złotego medalisty olimpijskiego od 1954 roku odbywa się corocznie międzynarodowy miting lekkoatletyczny o Memoriał Janusza Kusocińskiego. Wielu szkołom, ulicom i obiektom sportowym, jak również statkowi Polskich Linii Oceanicznych i samolotowi Polskich Linii Lotniczych LOT nadano imię wielkiego sportowca, żołnierza i patrioty.
A na Mokotowie przed Fortem Czerniakowskim od strony ulicy Powsińskiej znajduje się głaz upamiętniający miejsce, w którym cekaem Janusza Kusocińskiego miał stanowisko, gdy polski olimpijczyk we wrześniu 1939 roku bronił swojego rodzinnego miasta.

Małgorzata Karolina Piekarska

Ramka:

W ciągu całej kariery sportowej (1925-1939) Janusz Kusociński był:

2-krotnym rekordzistą świata:

  • 3000 m – 8.18.8 (19 czerwca 1932 Antwerpia),
  • 4 mile – 19.02.6 (30 czerwca 1932 Poznań),

mistrzem olimpijskim na 10 000 m z Los Angeles (1932),

srebrnym medalistą mistrzostw Europy w Turynie (1934) w biegu na 5000 m (14.41.2)

16-krotnym reprezentantem Polski w meczach międzypaństwowych w latach 1928-1939
(31 startów – 25 zwycięstw indywidualnych).

25-krotny rekordzistą Polski (1000, 1500, 2000, 3000, 5000, 10000 m oraz w sztafecie olimpijskiej i 4×1500 m).

10-krotnie triumfował w mistrzostwach kraju: 800 m (1932), 1500 m (1930, 1931), 5000 m (1928, 1930, 1931), 10000 m (1939),

biegi przełajowe (1928, 1930, 1931).

Rekordy życiowe:

  • 800 m – 1:56.6 (26 czerwca 1932 Warszawa),
  • 1000 m – 2.29.2 (15 września 1934 Wyborg),
  • 1500 m – 3.54.0 (12 czerwca 1932 Królewska Huta),
  • 2000 m. – 5.32.0 (3 października 1931 Warszawa),
  • 3000 m – 8.18.8 (19 czerwca 1932 Antwerpia),
  • 5000 m – 14.24.2 (16 czerwca 1939 Sztokholm),
  • 10000 m – 30.11.4 (31 lipca 1932 Los Angeles).

Bibliografia:

  • PSB, t. 16, s. 301-302;
  • Słownik WF, 1977, z. 1, s. 118-121 (Maria Rotkiewicz);
  • Tuszyński B., Ostatnie okrążenie „Kusego”, Warszawa 1990;
  • Tuszyński B., „Kusy”, Warszawa 2000;
  • Bartelski L. M., Niezwyciężony [w:] Poczet polskich olimpijczyków, z. 1, s. 62-73;
  • Bartelski L.M., Janusz Kusociński, Warszawa 1977
  • Samulski J., Janusz Kusociński, „Lekka Atletyka”, 1960, nr 6;
  • Kusociński J., Od palanta do olimpiady. Moje wspomnienia sportowe, Warszawa 1933;
  • Kusociński J., Od palanta do olimpiady i kilka lat później (oprac. K. Gryżewski), Warszawa 1957;
  • Piekarski m., Samotna Placówka, Warszawa 1989

Fotografie zamieszczone w tekście pochodzą ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Tablica poświęcona pamięci Janusza Kusocińskiego
Zobacz galerię (4 zdjęć)
Delegacja samorządowców stoi z wieńcem przed tablicą poświęconą pamięci Janusza Kusocińskiego
Burmistrz dzielnicy Mokotów składa wieiec przed tablicą poświęconą pamięci Janusza Kusocińskiego
Delegacja samorządowców stoi przy tablicy z wieńcem poświęconej pamięci Janusza Kusocińskiego