null

Krzysztof Kamil Baczyński

Drukuj otwiera się w nowej karcie

Obraz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego – Poeta (bd., akwarela, gwasz), wisiał zawsze w anińskim mieszkaniu Stefanii Baczyńskiej. Matka poety, zapisem testamentowym, podarowała go swojemu przyjacielowi, Zbigniewowi Radzikowskiemu; po latach ta niezwykła praca znalazła się w zbiorach Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Legendarna wystawa Baczyński w 1984 r. zapoczątkowała kolekcję twórcy Pokolenia w Muzeum, które opiekuje się fragmentem jego spuścizny – rękopisami, niepowtarzalnym w swym bogactwie zbiorem fotografii rodzinnych, zawierającym zdjęcia Krzysztofa od niemowlęctwa po ostatnie lata życia, fotografie jego rodziców, żony Barbary i jej rodziny, zaprzyjaźnionego kręgu poety, w tym ukochanego psa Dana. Bezcenną częścią kolekcji jest unikatowy, bogaty zbiór prac plastycznych poety: akwarel i grafik, poczynając od rysunków dziecięcych, ekslibrisów, szkiców, martwych natur, pejzaży, kompozycji. Prace te stanowią dopełnienie twórczości poety, który marzył o studiowaniu grafiki w Akademii Sztuk Pięknych; wybuch wojny uniemożliwił te plany.

„Zielone Wysepki”. Gwasz, na którym autor przedstawił malarską wizję granatowej powierzchni wody a nad nią błękitne niebo. Na tle wody widać cztery wysepki porośnięte trawą. Na jednej z nich siedzi postać kobiety w sukience w czerwone paski.

Krzysztof Kamil Baczyński, „Zielone wysepki”, bd., gwasz. (Ze zbiorów Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie)

Malował i rysował od dzieciństwa, wykazując już wtedy ponadprzeciętne zdolności artystyczne. „Ponosiła go fantazja, ilustrował tylko przez siebie zrozumiałe bajki, a kiedy opowiadał ich treść, to gorzały mu jego piękne sarnie oczy” – tak wspominała małego Krzysia nauczycielka. W Gimnazjum Batorego rysunków uczyli malarze: Marian Jaeschke i Gwalbert Olszewski, który zawsze stawiał Krzysztofowi dobre stopnie: „W tym chłopcu coś drzemie, ma śmiałą linię i subtelne poczucie koloru, ale kpi sobie z perspektywy”.  Krzysztof tworzył studia roślin, portrety zwierząt, w tym swojego ulubieńca Dana, widoki, krajobrazy, często fantastyczne. Zachowało się wiele jego rysunków i akwarel z okresu młodzieńczych podróży – do Jugosławii, w góry, w rodzaju pamiątkowych „pocztówek”. W początkach okupacji Krzysztof Baczyński przez pewien czas uczył się w Miejskiej Szkole Sztuk Zdobniczych i Malarstwa (przemianowanej na Zawodową Szkołę Handlową), która była namiastką ASP, zaś aby zarobić na życie, pośród innych zajęć – malował szyldy. Porażenie wojną znalazło też ujście w plastyce; jak pisał biograf poety, Wiesław Budzyński: „prawie przestał pisać wiersze! Za to rysuje. Rysuje człowieka w obliczu śmiertelnego zagrożenia, wciśniętego w kąt historii, błądzącego w ciemnym labiryncie miasta”.

Młody poeta wyraża swoje przeżycia słowem i towarzyszącym mu często – rysunkiem, akwarelą, gwaszem, pastelem. Korespondencja słowa i obrazu stanowi o formie okupacyjnych, konspiracyjnych wyborów wierszy Baczyńskiego, jego rękopisów, maszynopisów, a wreszcie unikatowych, własnoręcznie wykonanych przez poetę tomików rękopiśmiennych.

Okładka tomiku rękopiśmiennego sporządzonego przez K.K. Baczyńskiego jako podarek dla matki, Stefanii Baczyńskiej, w dniu jej imienin, 2 września 1943. Zdjęcie ręcznie wykonanej okładki książki. Na lewej krawędzi szarej okładki widać brązowy sznurek łączący książkę w całość. Na jej środku widać czerwoną tarczę herbową z umieszoną na szarfie liczbą 1943 oraz skierowany ostrzem w dół, krótki , szeroki miecz z głownią w kształcie krzyża.

Krzysztof Kamil Baczyński, 1943, okładka tomiku rękopiśmiennego sporządzonego przez Krzysztofa jako podarek dla matki, Stefanii Baczyńskiej, w dniu jej imienin, 2 września 1943 r. (Ze zbiorów Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.)

To prace z pogranicza poezji, malarstwa i grafiki. Niewielkie albumy z odręcznie napisanymi, często wykaligrafowanymi utworami, artystycznie zdobione i ilustrowane – jako podarunki dla najbliższych, przede wszystkim dla matki i żony Basi. Mniejsze rysunkowo-literackie upominki Baczyński tworzył także dla znajomych. Akwarelę, przedstawiającą jelonka w biegu, ofiarował 19 marca 1942 roku sąsiadowi z ulicy Hołówki, Józefowi Sosnowskiemu, jako prezent na imieniny, do którego dołączył napisany specjalnie na tę okazję wiersz.

Krzysztof Kamil Baczyński „Poeta” akwarela. Akwarela przedstawiająca pokój widziany z góry, w którym przy schematycznie narysowanym biurku siedzi młody mężczyzna i pisze na kartce papieru. W tle znajduje się otwór okna, przez które widać ciemnoniebieskie może lub las. Wokół mężczyzny w powietrzu unoszą się białe ptaki, ryby, gałązka i pióra. Na ciemną podłogę pada plama światła z lampy stojącej na biurku.

Krzysztof Kamil Baczyński „Poeta” (b.d.) akwarela. (Ze zbiorów Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.)

Pośród prac plastycznych Krzysztofa obraz Poeta  budzi szczególne emocje. Młody mężczyzna siedzi przy stole w pustym pokoju, pisze. W perspektywie otwartego okna leśny krajobraz. Poeta tworzy w fantastycznej przestrzeni, w powietrzu unoszą się białe ptaki – gołębie? – ryba  – gałązki. Magiczny obraz z elementami baśniowej fantastyki, odrealniającymi rzeczywistość surowego pokoju; tyleż realny, co metaforyczny. Duchowy aspekt błękitu, obecność ptaków, nieodłącznych niebu, wiąże postać poety właśnie z nieskończonością, boskością. Niebieska barwa, występująca w rysunkach Baczyńskiego w rozmaitych tonacjach, charakterystyczna dla jego artystycznego widzenia, wyraża potrzebę duchowości i tęsknotę za czystością. W przestrzeni magicznego spokoju, łagodności i subtelności obrazu tkwi utajony dramatyzm, głęboka tęsknota za utraconą pierwotną jednością ze światem. Choć rysunek nie jest datowany, można umieścić go pośród utworów z czasu porażenia wojną: 1939 – połowa 1941 roku, kiedy Baczyński, wstrząśnięty okrucieństwem i grozą okupacji, szukał schronienia w świecie marzenia poetyckiego, baśniowej stylistyki, elegii, kiedy – jak sam komentował w Przypiskach do swoich utworów – pisał „w stanie stałego odrętwienia”, zaś powstałe wówczas Elegie „były chwilami ucieczki i spokoju, były życiodajne, bo przyjmowały na mały moment tworzenia ciężar z ramion piszącego”. Myślę, że rysunek Poeta jest właśnie – elegią.  

Wybór tej pięknej i urzekającej pracy jako źródła mozaiki na ścianie domu przy ulicy Hołówki 3, wydaje się niezwykle trafny jako świadectwo pamięci poety, artysty obdarzonego nieprzeciętną wyobraźnią, w której łączą się różne światy, porządki człowieka, natury, nieskończoności. Krzysztofa – czułego syna i męża, przyjaciela, żołnierza, podchorążego „Krzysia”.

To niezwykłe uczucie, kiedy wyobrazimy sobie, że ów magiczny pokój to przestrzeń gdzieś tu obok – w mieszkaniu nr 52, czy raczej 83, w którym Krzysztof mieszkał w czasie okupacji z matką, a po ślubie w czerwcu 1942 r. z żoną, Basią z Drapczyńskich. Dom przy Hołówki 3 był czwartym adresem poety w Warszawie, ale najważniejszym. Urodził się w kamienicy przy Bagateli 10; w 1925 r. Stefania Baczyńska przeniosła się z Krzysiem do mieszkania swej matki przy Wspólnej róg Emili Plater. Około 1934 r. Baczyńscy – ze względu na dobro syna – zamieszkali razem w lokalu przy Wiktorskiej 6, zaś jesienią 1936 roku przeprowadzili się do mieszkania przy ulicy Hołówki 3, budząc zdziwienie znajomych: z Mokotowa na jakiś „zakazany” Czerniaków, kojarzony z balladami o „Czarnej Mańce” i przedmiejskim folklorem, uwiecznionym później przez Grzesiuka. Mieszkanie z numerem 52, w VII klatce na parterze, było jednak obszerne i ładne, a każdy z domowników, włącznie z ulubieńcem rodziny, jamnikiem Danem, miał tu dla siebie przestrzeń. Prawdopodobnie już jesienią 1939 Stefania z synem zamieszkali w mniejszym i tańszym mieszkaniu nr 83 (klatka X, drugie piętro); zapewne mieszkali tu bez meldunku do czerwca 1942, kiedy zameldowała się tu już cała trójka, razem z Basią (tak wynika z ksiąg meldunkowych). Wszystkie te ustalenia powtarzam za niestrudzonym biografem Krzysztofa Baczyńskiego, Wiesławem Budzyńskim.

W tych dwu mieszkaniach – 52 i 83 – Krzysztof spędził osiem lat życia, przeżył w nich wydarzenia najważniejsze. Dojrzewał w intelektualnej atmosferze domu – ojciec, Stanisław Baczyński, był wszak krytykiem literackim i publicystą z piękną kartą bojownika o niepodległość państwa polskiego, matka znakomitym pedagogiem, autorką podręczników do nauki języka polskiego, także – wierszy i opowiadań dla dzieci i młodzieży. W tym domu Krzysztof – uczeń Gimnazjum i Liceum Batorego, przygotowywał się do matury w 1939 r.; w tym samym roku przeżył śmierć ojca. Stanisław Baczyński, choć długo nieobecny w życiu syna, wywarł ogromny wpływ na jego przekonania i rozwój. Edmund Semil, przyjaciel Stanisława i nauczyciel przyszłego poety w Gimnazjum Batorego, wspominając ostatnie

z nim spotkanie pod koniec lipca 1944 roku, podkreślał: „Wszystko w Krzysztofie było decyzją i wszystko przypominało tę cechę, która najbardziej charakteryzowała jego ojca: niezależność”.

Do drzwi mieszkania z numerem 52 w pierwszych dniach okupacji wkroczyło gestapo

w poszukiwaniu Stanisława, by rozprawić się z nim za działalność w okresie plebiscytu na Górnym Śląsku. Nie wierzyli w jego śmierć, mimo świadectwa zgonu. Ojciec Krzysztofa zmarł 27 lipca 1939, nie doczekawszy swojej ostatniej książki Rzeczywistość i fikcja

w księgarniach; cały nakład w introligatorni został spalony przez Niemców, ocalało tylko 20 egzemplarzy autorskich, które rozsyłał przyjaciołom. W domowej bibliotece zachował się egzemplarz z dedykacją: „Kochanemu Synkowi”, z datą 7 lipca 1939.

Przy Hołówki 3 powstawały młodzieńcze wiersze Krzysztofa, wykazujące już dużą dojrzałość artystyczną. Owe pierwsze poczynania poetyckie były tajemnicą syna i matki, Stefanii Baczyńskiej. Troskliwa i rozumna, ona właśnie poznała najwcześniej talent syna, była powiernikiem jego zamiarów, czuwała nad jego rozwojem. Stefania była też pierwszym, serdecznym, choć – podobnie jak ojciec – wymagającym czytelnikiem utworów, znała genezę wielu wierszy, tajemnice „warsztatu”. Poeta złożył wiele poetyckich hołdów matczynej miłości, dając dojrzały wyraz najtkliwszych uczuć synowskich, przywiązania i pamięci wspólnie przeżytych chwil. Komentując w Przypiskach bibliograficznych „poemat napisany dla matki” – Serce jak obłok (1941), wyznawał: „zawsze wiersze poświęcone Matce zdają się niczym w porównaniu z potęgą Jej uczucia”.

„Serce jak obłok” okładka przednia tomiku rękopiśmiennego K. K. Baczyńskiego Akwarela, na której na ciemnoniebieskim tle symbolizującym morze i nocne niebo, w dolnej części widać wyspę i dwa wulkany obok których przepływa czarny żaglowiec, zaś w górnej na biało narysowane postacie symbolizujące gwiazdozbiory: człowieka trzymającego dzban, z którego wylewa się woda, koziorożca, dwie ryby i wagę.

„Serce jak obłok”  okładka przednia tomiku rękopiśmiennego K. K. Baczyńskiego dedykowanego żonie Barbarze.

(Ze zbiorów Biblioteki Narodowej – Polona.)Stefania Baczyńska była główną adresatką tomików rękopiśmiennych, obok Barbary, którą Krzysztof poznał prawdopodobnie 1 grudnia 1941 r., na wykładzie dla studentów tajnej polonistyki. To jeden z najważniejszych dni w jego życiu; cztery dni później oświadcza się. „Nic gruzy. Dwułodygą wyrośniem, dwugłosem zielonym światła, / Nic ciemność. Przez nią przepłyniem” – pisał w wierszu Wyroki w grudniu 41 urzeczony Basią, kreując miłosną wizję w harmonijnym zespoleniu ze światem natury. Ślub wzięli 3 czerwca 1942 roku w kościele św. Trójcy na Solcu, mimo wątpliwości rodzin, na które Krzysztof odpowiedział: „Kto, nam zaręczy, że tę wojnę przeżyjemy?”. W prezencie ślubnym ofiarował żonie rękopiśmienny tomik W żalu najczystszym z wierszami i akwarelowymi winietkami. W rok później obdarował żonę podobnym albumem z poematem Serce jak obłok, z ozdobnymi okładkami i ilustracjami, opatrzonym dedykacją: „Mojej ukochanej Basieńce – ten poemat, który był pierwszą przyczyną naszego poznania, a w konsekwencji dalszych wiadomych następstw w rocznicę I naszego ślubu, ofiarowuje Mąż”

W czasie okupacji Barbara, która pochodziła z rodziny drukarzy, była zatrudniona w drukarni stryja przy ulicy Siennej, bywał tu Krzysztof i składał własnoręcznie kilka swoich wierszy. Przyjaciele podkreślali jej ponadprzeciętną inteligencję, wiedzę, nie mówiąc o bezgranicznym ukochaniu poety. „Żyła jak bezcenny cień męża, jednocześnie tak fascynująco umieszczona na pierwszym planie” , wspominała koleżanka Basi. Ranna w głowę podczas Powstania, zmarła 1 września 1944 roku. Po wojnie, Krzysztof i Barbara zostali pochowani we wspólnym grobie na Powązkach Wojskowych (kwatera A-22). Stefania Baczyńska, w odpowiedzi na starania złożenia syna w kwaterze żołnierskiej, zdecydowała: „Tam grób jego, gdzie i Basia pochowana”. Kiedy broniła prawdy o Krzysztofie wobec jego fałszywego obrazu we wspomnieniu „kolegi”, mówiła o nich „Moje dzieci”, dodając: „Basia to był mocny typ dzielnej kobiety nigdy nie tonącej w bezsilnych łzach” (odręczne komentarze Stefanii Baczyńskiej na wycinku z publikacją tego wspomnienia w 1948 roku, wklejonego do albumu z fotografiami syna ze zbiorów Muzeum Literatury).

Barbara była muzą poety, źródłem natchnienia – nieustannego zachwytu, przede wszystkim – ocalenia w „mrocznym czasie”, harmonijnego zespolenia ze światem natury, piękna, miłości, do którego furtkę otwiera ukochana. Kazimierz Wyka: „Gdyby z dorobku Krzysztofa Baczyńskiego wyjąć i oddzielnie wydać jego erotyki, zrazu skierowane do narzeczonej, z kolei do żony po prostu, powstałby jeden z najwspanialszych zbiorów tego rodzaju w całej poezji polskiej”. Basia była również idealną partnerką intelektualną Krzysztofa, obok matki – wnikliwą i oddaną admiratorką jego twórczości. Wspierała także poetę w jego wyborze drogi żołnierskiej.

Krzysztof Kamil Baczyński „Labirynt miasta”, 1940, tusz. Grafika czarno-biała, na której na pierwszym planie widać czającego się przy murze kamienicy człowieka, zaś w tle chylące się ku sobie mury kamienic i dwóch ludzi w kapeluszach z szerokim rondem i pistoletami w dłoniach.

Krzysztof Kamil Baczyński „Labirynt miasta”, 1940, tusz. (Ze zbiorów Biblioteki Narodowej – Polona.)

W czerwcu 1943 roku Krzysztof Baczyński, przerywając naukę na podziemnej polonistyce (studia od jesieni 1942), wstąpił do konspiracyjnych szeregów Armii Krajowej, do Harcerskich Grup Szturmowych. Otrzymał przydział do batalionu „Zośka”; od lipca 1943 sekcyjny w II plutonie „Alek” 2. kompanii „Rudy” w stopniu starszego strzelca pod pseudonimem „Krzysztof”, następnie „Zieliński”. Jakim był w działalności konspiracyjnej

i dywersyjnej? Warto odwołać się do autentycznej relacji jego dowódcy, Juliusza Bogdana Deczkowskiego, ps. Laudański, opublikowanej na łamach „Tygodnika Powszechnego”

w 1948 r. (wycinek z tekstem we wspomnianym albumie) – wtedy było to jeszcze możliwe. Dygresja: z drużyny Deczkowskiego Powstanie Warszawskie przeżyło czterech żołnierzy, trzech z nich zostało zaaresztowanych w roku 1949; dowódca Baczyńskiego skazany został na pięć lat (wyrok odbył m.in. w kamieniołomach). W styczniu 1949 roku do mieszkania Drapczyńskich, teściów poety, agenci Urzędu Bezpieczeństwa przyszli także po Krzysztofa, sądząc, że żyje i ukrywa się. Historia lubi się powtarzać.

Dowódca poety podkreślał: „Krzysztof był zadowolony, że będzie w oddziale harcerskim, walczącym od dawna z bronią w ręku. Jego delikatność, braterskie, pełne wyrozumienia podejście do chłopców z sekcji, spowodowało, że polubili go z miejsca, np. wystarczyło, że Krzysztof powiedział: »Przez trzy dni mamy obserwować dom żandarmerii, znajdujący się na rogu Al. Ujazdowskich i Piusa, służba od godz. 6 do 19«, aby każdy z nich opuszczał pracę, wydarzenie rodzinne, żeby godzinami obserwować i zapisywać numer, obsadę, godzinę wyjazdu i przyjazdu każdego samochodu, zmianę warty”.

Miał dużo pracy w oddziale: wyszkolenie bojowe, kurs sanitarny, wielkiej dywersji, zbiórki z sekcją, odprawy drużyny, ciągłe rozpoznania oraz akcje. Był pomijany przy organizacji niektórych, ale brał udział np. w akcjach ulicznych (rozbrajanie Niemców, ochrona ludności cywilnej w ulicznych egzekucjach jesienią 1943). Krzysztof chciał być wyszkolonym żołnierzem: jesienią 1943 rozpoczął naukę w konspiracyjnej Szkole Podchorążych „Agricola”. Wykłady odbywały się w mieszkaniu Baczyńskich przy Hołówki; pod podłogą pokoju, w którym spotykali się elewowie, znajdowała się skrytka z bronią, o której wiedzieli tylko Krzysztof i jego dowódca oraz Basia. Deczkowskiemu utkwiły w pamięci słowa, jakie wypowiedziała do swego ojca, który stał się przypadkowo świadkiem czyszczenia broni w ich domu przy Hołówki: „Przecież to musi być gdzieś schowane, dlaczego ma być w innym mieszkaniu, a nie w naszym?”. Podczas nieobecności Krzysztofa ze spokojem wydawała broń ze skrytki, przenosiła meldunki, gdy był zajęty inną pracą; tak jak on była lubiana przez całą drużynę, a piosenka żołnierska z tekstem Krzysztofa była najczęściej śpiewana przy ogniskach na „Bazie leśnej”. Deczkowski wspominał: „siedzieli wokół ogniska, śpiewając, a Krzysztof – w czerwonym świetle płomieni, stojąc z kawałkiem gałęzi w dłoni – dyrygował”: „O Barbaro, o Barbaro, / wśród swych panien wodzisz rej, / chodźże z nami, ze swą wiarą, / w boje do dalekich kniej”.

Krzysztof Kamil Baczyński. Pejzaż górski, 1943, echo przedwojennych wakacji. Akwarela utrzymana w niebiesko-zielonej tonacji. Na pierwszym planie widać zielone drzewa tworzące las, zaś w tle odległe szczyty górskie i jaśniejsze niebo.

Krzysztof Kamil Baczyński. Pejzaż górski, 1943, echo przedwojennych wakacji. (Ze zbiorów Biblioteki Narodowej – Polona.)

W kwietniu 1944 roku Krzysztof uczestniczył w akcji wykolejenia pociągu niemieckiego na odcinku Tłuszcz–Urle; w relacji jego dowódcy jest frapujący fragment: „Zajmujemy stanowisko po drugiej stronie toru, na skraju lasu. [...] Byłem zadowolony, że »rzucam« z Krzysztofem, będzie na pewno opanowany i dokładny jak zawsze. [...] Krzysztof był bardzo spokojny, nie widać było po nim śladu zdenerwowania czy podniecenia. W przerwach rozmowy kilkakrotnie spoglądał w kierunku, skąd miał nadjechać pociąg i wówczas stawał się głęboko skupiony, jak gdyby o czymś zadumany. Nie wiem, czy myślał o Bogu, matce czy żonie, czy też o krwawym widowisku, jakie za chwilę miało się odbyć przed nami”. Po wykolejeniu pociągu, na rozkaz „Z granatami naprzód” – „Krzysztof zerwał się pierwszy. Pamiętam dokładnie, jak biegł w stronę pociągu. Na tle nieba widziałem, jak robił zamach i rzut...”.

Krzysztof chciał być jak koledzy, nie tylko jako członek kompanii, ale autentyczny uczestnik, chciał dowieść, że nie tylko czuje tętno tego czasu, przeżywa uczucia i myśli swych rówieśników – wyraża je – ale też jak oni chciał walczyć, także być wystawionym na ciosy. Chciał być traktowany bez taryfy ulgowej, był jednak oszczędzany; wobec propozycji przejścia na stanowisko szefa prasowego w kompanii „Rudy”, przeszedł do batalionu „Parasol” na stanowisko zastępcy dowódcy III plutonu 3. kompanii, przyjmując pseudonim „Krzyś”.

Żona poety rozumiała jego wybór. Na wątpliwości, dotyczące zaangażowania Krzysztofa w konspirację i walkę zbrojną, odpowiadała: „Przeczytaj jego wiersze, a zrozumiesz, że on to musi robić”. Poetyckim potwierdzeniem decyzji o drodze żołnierskiej Baczyńskiego jest poemat Wybór, ukończony we wrześniu 1943 roku, opatrzony znamiennym mottem; to dwa ostatnie wersy z Jeźdźca Jerzego Lieberta: „Uczyniwszy na wieki wybór, / w każdej chwili wybierać muszę”. Wybór jest jednocześnie subtelnym i czułym obrazem intymnej relacji miłosnej poety. Jak podkreślał Kazimierz Wyka, pierwszy interpretator i krytyk, później wydawca poezji autora Wyboru – „dialog miłości i śmierci, doznanie osobiste i doznanie całego pokolenia – połączenie tych dwu doświadczeń egzystencjalnych w całość niesprzeczną i nieskłóconą,  a jednocześnie tragiczną, czyni ów dialog w poezji Baczyńskiego głosem niepowtarzalnym”.

1 sierpnia 1944 Krzysztof i Basia opuścili dom przy Hołówki; poeta udał się na zbiórkę powstańczą, Basia do rodziców na Pańską. Prawdopodobnie pisał wiersze w pierwszych dniach Powstania, nie zachowały się jednak żadne zapisy ani dokumenty, które zapewne miał przy sobie; świadczą o tym wspomnienia kolegów i świadków walk w Pałacu Blanka, gdzie podchorąży Krzyś poległ 4 sierpnia 1944 roku, czwartego dnia Powstania Warszawskiego. Słowa motta z Lieberta w Wyborze, wyrażone w innej metaforze w Elegii o ... [chłopcu polskim], musiały wtedy mieć szczególne znaczenie dla poety, który bezpośrednio doświadczył, czym jest walka z bronią w ręku; „Boże, zabiłem człowieka”, mówił, choć nie wiedział, czy to jego kula trafiła wroga. Droga żołnierza była dla niego dramatem, ale i koniecznością. Do końca życia walczyła w nim wola – życia, budowania, pragnienie tworzenia – z rozpaczą, tragicznym brzemieniem historii – nienawiścią, zadawaniem śmierci. To były dylematy całego pokolenia, które, uczestnicząc w konspiracji, szykując się do walki, pytało o moralne koszty walki zbrojnej. Walka ze złem wymaga bowiem dotknięcia zła, uczestnictwa w ciemności, w śmierci. To w poezji Baczyńskiego źródło cierpienia, bólu. Siłą, która ocala, jest miłość, nie tylko ta osobista i intymna, choć jej blask rozjaśnia noc trwogi; ona zawiera się w miłości wszechogarniającej – najbliższą ziemię, ojczyznę, ludzi dzielących wspólny los, zanurzonych we wspólnej historii przeszłej i teraźniejszej, wreszcie – miłości i szacunku do życia, jak to wyraził w wierszu Dwie miłości. Miłość i cierpienie – te nierozerwalnie związane słowa otwierają najgłębsze sensy poezji Baczyńskiego.

 Od chwili, kiedy wojna wkroczyła do jego poezji, przenika ją głęboko tęsknota do jasności i czystości, tak pięknie wyrażona również w akwareli Poeta. Nie zapominajmy jednak o tym głęboko ukrytym, bolesnym kontekście elegijnego tonu obrazu. Inaczej nie zrozumiemy sugestywnego, podanego bez złudzeń spojrzenia na dramatyczny los jego pokolenia, gdy Baczyński pisze:

[...]

a myśmy mieli twarze nawiedzonych chłopców,

którzy ojczyznę swą i w śmierci pokochali.

A myśmy mieli dziwne sprawy, niepojęte,

które nam ciała zmięły i oczy spaliły,

i tak się nam te karty w ciemności prześniły

i już nie ukazały serca róży świętej.

I znowu poda Bóg kwiat, co jak niebo szumi,

i wyschną wreszcie zbrodnie w nieudolnych dłoniach,

czas się przewali hucząc na rozprężonych koniach,

a naszych dziwnych spraw wiek żaden nie zrozumie.

Na nie obeschłe, czarne od krwi naszej ziemie

zejdzie, niebaczne na nic, nowe mrówcze plemię.

20 VI 43 r. (Róża świata)

Nowi lokatorzy mieszkania Baczyńskich w styczniu 1945 zastali zniszczone meble, na środku pokoju leżała sterta książek i rękopisów – zabrała je później Stefania, która długo nie wierzyła, nie chciała wierzyć w śmierć syna. Opiekowała się jego spuścizną; w liście do Kazimierza Wyki z 28 grudnia 1945 roku pisała: „nie ma dla mnie nic więcej ważnego i drogiego jak oddanie ludziom wierszy syna, przecież nie dla siebie je pisał. Wiem, jaki los będzie ich, kiedy się skończę i nie dopilnuję sprawy”. Tylko dzięki jej desperacji w 1947 roku ukazał się tom poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego Śpiew z pożogi.

Artykuł powstał na zamówienie Urzędu Dzielnicy Mokotów. Autorką tekstu jest Małgorzata Wichowska. Fotografie zamieszczono dzięki uprzejmości Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.